środa, 13 lutego 2013

Po kolędzie...


Nie tak dawno w naszej parafii zakończyła się wizyta duszpasterska zwana potocznie kolędą. Piszę o niej dopiero teraz, bo potrzebowałem trochę czasu na własną refleksję i wyciągnięcie w miarę obiektywnych wniosków. Cóż więc mogę powiedzieć o kolędzie, po kolędzie?!
Wizyta duszpasterska jest przede wszystkim dla kapłana wielką szansą… Szansą spotkania i rozmowy z drugim człowiekiem, a dopiero potem poznania bliżej swoich parafian, ich radości i trosk dnia codziennego. Dalej jest szansą dotarcia do tych zagubionych, obojętnych, płytkich w wierze i jednocześnie próbą pomocy im. Dlatego uważam, że kolęda nie może być rozmową o „pierdołach” ale przede wszystkim o tym, co w pierwszej kolejności odnosi się do życia duchowego, a więc: do Pana Boga, wiary, Kościoła, życia chrześcijańskiego,  a dopiero później do powszedniego życia. I bardzo się cieszę, że większość moich parafian na te właśnie tematy chciała ze mną rozmawiać.
Chcę również podkreślić, że bardzo cenię sobie dar wspólnej modlitwy z domownikami oraz dużo radości sprawia mi fakt, że mogę udzielić błogosławieństwa rodzinie. Niestety dziś media, ale też – i tu muszę powiedzieć z bólem serca - niektórzy kapłani wypłukali kolędę ze świętości i pewnej tradycji, sprowadzając ją do chodzenia po domach jak inkasent.
Bardzo trwożącym i niepokojącym faktem jest odsetek przyjmowania kapłana w swoim mieszkaniu. Niestety z roku na rok liczba ta sukcesywnie spada. Zdarzało się, że w kamienicy, w której mieszka szesnaście rodzin niestety kapłana przyjęła tylko jedna z nich. Może nadchodzą takie czasy, że kolęda za niedługo będzie miała formę na tzw. „zaproszenie”…?! Przykre jest to, że ludzie bardzo często uciekają z domu, po to by nie spotkać się z księdzem, bo przecież znów będzie przypominał, że np. konkubinat to nie małżeństwo… Kilka razy zdarzyło mi się przyjechać na kolędę kilka minut wcześniej. Mogłem wtedy zauważyć rzesze ludzi uciekających przed kapłanem. W tym roku zaniepokoiły mnie również naklejki, jakie spotkałem na drzwiach klatek schodowych pt. „zakaz kolędy”. Nota bene myślę, że jest to przejaw maluczkości.
Kończąc te krótkie refleksje na temat kolędy pragnę podziękować wszystkim, którzy otworzyli drzwi swoich domów przed Chrystusem i kapłanem.  Dziękuję za wspólną modlitwę, rozmowy, otwarte serce, promienne uśmiechy, za każde gesty i przejawy życzliwości, serdeczności, zrozumienia i pomocy. A nawet za szklankę wody…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz